Dane wyjazdu:
41.39 km 0.00 km teren
01:43 h 24.11 km/h
V-max:42.67 km/h
Temperatura:14.0

Colors of Warsaw

Poniedziałek, 14 maja 2012 | Komentarze 8

Warszawa wkurwia. Ale tylko za dnia, gdy wszystko w niej stoi i zarazem gna bezlitośnie na złamanie karku. Jednak w godzinach wieczornych, gdy jej mieszkańcy dotrą już do swych spłacanych przez pół życia domostw i zajmą się przygotowaniem kolacji, oglądaniem pogody po Wiadomościach i Ojca Mateusza, stolica może wtedy wreszcie odetchnąć. Zupełnie jak strudzeni rodzice, kiedy położą wreszcie spać swoje niesforne małe pociechy. Mogą sobie wtedy spokojnie poświntuszyć pod kołderką, a nawet zagrać w makao. Wtedy to właśnie wybija na zegarze idealna pora na wyjście na rower. Sam nie wiem czemu tak rzadko z niej kuźwa korzystam.

Dziś się bujnąłem z tego wkurwu, który zalęgł się we mnie podczas minionego zimnego i deszczowego bezproduktywnego weekendu. No musiałem odreagować i trochę się spocić. Zabrałem aparat i ruszyłem na małe randez vous z mym miastem.

Warszawa po zmroku robi się na bóstwo. Jej kolory i wypieki na twarzy stają się krwiste, żywsze i bardziej wyraziste. Niby oczywiste, ale za każdym razem cieszą jak małe dziecko w Boże Narodzenie.

Nasze świetlne fontanny na Podzamczu. Wiem, że we Wrocku pewnie ładniejsze, ale co z tego.


Nad nimi góruje i spogląda nań dumnie Kościół Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny


Święta Anna zalotnie spogląda zza krzaczka


Wiadukt Markiewicza, nie dla rowerów. I dobrze.


Mroczne miasto pełne kolorów. Kurwa mać. Kocham je. O tej godzinie najbardziej.
Kategoria: baj najt, city


Dane wyjazdu:
67.24 km 8.00 km teren
02:46 h 24.30 km/h
V-max:34.59 km/h
Temperatura:25.0

Dziekanowski

Sobota, 5 maja 2012 | Komentarze 5

Za wczesnego małolata uganiając się na osiedlowym Wembley za piłką chciałem być Darkiem Dziekanowskim, tzn bardziej chciałem być Van Bastenem, ale Darek to był taki nasz, swojski medżik podwórkowy z końca lat 80-tych. Warszawiak, Legionista, wiadomo... stolica.

Także tego.
Darek dorobił się w swoim życiu wielu obyczajowych skandali oraz uznania w oczach pięknych kobiet. Strzelił też trochę bramek. W kadrze ze dwadzieścia, w Legii dwa razy więcej, oraz kilka dołożył w Piłkarskim Pokerze ;)

Dorobił się także własnego jeziora ;)
Jezioro Dziekanowskie znajduje się w powiecie warszawskim zachodnim, zaraz za Łomiankami w starym dorzeczu Wisły na wysokości Dziekanowa Leśnego, czy tam Nowego. Dziekanowskich tam jak mrówków.

No więc sobie tam pojechałem, poleżałem, książkę poczytałem i opalające się laski obcinałem. Słowem, standard.




A na cześć Dziekana nuta od Pablopavo
Kategoria: okolica of stolica


Dane wyjazdu:
42.19 km 8.00 km teren
01:44 h 24.34 km/h
V-max:40.05 km/h
Temperatura:28.0

Koko koko leniuch spoko

Czwartek, 3 maja 2012 | Komentarze 0

Są takie dni w życiu mężczyzny... że mu się nic nie chce.
Na ten przykład właśnie, nie chce mnie się teraz dużo pisać. Bo w sumie o czym. 40 krótkie kaemy by uczcić okrągłe siedemdziesiąte urodziny ojca (aż się wierzyć nie chce jak ta wskazówka zapierdala), zjeść mamusiny obiad, a nawet deser, napić się kilka zimnych piw, umyć rower oraz poleżeć na leżaku spławikiem do góry, a wszystko to pod sztandarem wielkiej i wspaniałej biało-czerwonej.

Koko koko leniuch spoko, jak to mniej więcej śpiewa obciach roku, zespół ludowy Jarzębina. No cóż... Jakie Euro taki hit, taka reprezentacja, taki trener, takie autostrady i tak dalej.

A i dzisiejszy dzień przyniósł także odpowiedź na inne jakże ważne pytanie, ale tylko dla fanów rodzimej piłki skopanej.

Kto jest frajerem roku?
Odpowiadam. Legia.
Niestety. A może i na całe szczęście, bo sobie pajace i tak nie zasłużyli. Właśnie znajomi jadą serdecznie powitać i podziękować piłkarzykom pajacykom za największe frajerstwo roku na Okęcie, ale ja już jestem chyba na to za stary, a może też, po prostu mi się nie chce.

Wolę leżak i piwo. Koko koko piwo spoko...

Kategoria: las, MPK


Dane wyjazdu:
30.35 km 0.00 km teren
01:10 h 26.01 km/h
V-max:47.56 km/h
Temperatura:26.0

Hanka kleptomanka

Środa, 2 maja 2012 | Komentarze 3

Ktoś musi pracować, aby grillować mógł ktoś.

Ja już jadłem, więc wstałem se rano i dla odmiany pojechałem do gułagu. Rowerem. Rzadko preferuję cykloidalny (jest takie słowo?) dojazd do pracy, mimo że mam nawet blisko. Ledwie 15km i to w połowie rowerostradą piękną i równą jak Trasa Łazienkowska, no ale nie lubię. Rower ma mi się kojarzyć ze swobodą i wolnym, miło, spędzonym czasem, a nie z porannymi dojazdami do pracy, której przecież nie lubię. Wolę se na ten przykład komara zapuścić w zatłoczonym autobusie, lub książkę poczytać.

No ale tym razem nasza nieomylna, najczystsza, bezłupieżowa, niepokalana, miłościwie nam panująca w stolicy Hanna Gronkowiec vel Bufetowa Waltz, postanowiła utrudnić majówkowym pracownikom na rzecz łatania czarnej dziury budżetowej pewnego kraju nad Wisłą i wysłać komunikację miejską na wczasy, tudzież święta. Rozkład świąteczny zakosił mi jedyny sensowny dojazd, więc w ten oto sposób wsiadłem sobie w siodło. I bardzo dobrze że wsiadłem i że Hanka ukradła.

Z tego też konkretnego powodu, że taki sposób na dojazd do pracy bardzo mi się spodobał, zakładam sobie w chwili tejże, nowego gułagowego taga na tymże blogu i nawet będę go sobie czasem wzbogacał nowymi pomiarami czasu. Acz już teraz wiem, że dzisiejszy czas raczej nie nadaje się do pobicia, czy nawet poklepania, gdyż korzystając z pustkowia ulic mlekiem i miodem płynących, oraz, że słoikarnia warszawska wyjechała diabli wiedzą gdzie, przemknąłem w te i nazad z prędkością dla mnie niespotykaną. Kto wie, to chyba najszybsze 30 km jakie pokonałem na rowerze w swojej skromnej karierze. Z tejże okazji wypiję piwo i umyje stos brudnych talerzy i garów.

W piątek też sobie pojadę. Chyba że jednak przydymiona Omena z tvnu prawdę z fusów wróży bezceremonialnie mówiąc, że będzie bezlitośnie grzmiało i padało. Wypada więc liczyć na to, że telewizja kłamie. Zwłaszcza tvn.
Houk.

Ps. Pytanie na zimne wirtualne piwo. A czemuż to bikestats nie zlicza nowych kaemów?
Kategoria: gułag, city